sobota, 6 września 2014

Rozdział 5

*Oczami Nialla*
Od piętnastu minut oglądamy film, jest kompletna cisza... 
I tu nagle wparywują  Liam i Laura w najlepszych humorach.
Szczerze mówiąc już myśleliśmy, że powiedział jej co czuje, przniśli napoje i resztę zakupów na stół.
Dziewczyny piły drinki, a my piwa, dopóki się nie skończą, Louis i Eleanor na kanapie wtuleni obok nich Zayn i Perrie. Na podłodze siedziała Wiktoria ze mną, a obok nas Sara z Harrym. Liam usiadł na fotelu, a Laura na drugim obok niego.
 Po chwili wszyscy poszli spać, oprócz Zayna i Perrie, oni zasnęli na kanapie przed telewizorem.
*Oczami Laury*
 Wstał Liam z fotelu i powiedział do mnie:
Li- Ej ty młoda, leć się kłaść spać, już jest późno. 


 Popatrzyłam na niego jak na jakiegoś modela, i zaśmiałam się pod nosem.
 Li- Z czego się śmiejesz? No już wyjazd do łóżka!
 L- Wyganiasz mnie? 
Li- Przyszła na Ciebie pora panienko.
L- Nie ruszę się stąd, póki ty nie pójdziesz.
Li- No to doigrałaś się...
 L- Tak i co mi zrobisz?
 Li- Hmm... Co? Nich no chwilkę pomyślę... Może to?

 Li- Dobranoc, słodkich snów.

L- Jesteś chamski, wiesz?
Li- Wiem, ale pociąga cię to.
L- Wcale nie?
Li- Nie? Hmm. No to udowodnij, że nie.
L- Dobranoc Liam.
No i poszliśmy do góry. Dziwnie tak, nawet nie jesteśmy ze sobą, a tu takie namiętne pocałunki. 
* Następnego dnia *
*Południe*
*Oczami Sary*
Wieczór, był genialny, nawet Harry obiecał, że mnie odprowadzi dzisiaj do domu, po obiedzie. Ale na obiad chce iść na miasto, tak mi powiedział, i dodał, ze chce spędzić trochę czasu tylko ze mną. To było urocze z jego strony. Mam dziwne przeczucie, od którego się uzależniam, w jednej sekundzie czuję mocne bicie serca, łaskotanie w brzuchu, momentalny uśmiech i miliony myśli na sekundę. Właśnie na myśl o Nim. Jeszcze nigdy nie byłam tak blisko kogoś Harry to mój przyjaciel, chciałabym, żeby było z tego coś więcej, ale ja mówić mu nie będę co czuję, to chłopak powinien pierwszy. Po za tym, nie chcę niszczyć naszej przyjaźni, bo przecież jak byśmy nawet byli razem i się rozstali to już by nie było jak teraz. Kto wie, może w ogóle byśmy urwali ze sobą kontakt? Nie, nie chcę go tracić. Jest jedną z najważniejszych osób w moim życiu. Na widok jego pięknego uśmiechu mam wrażenie, że ziemia się pode mną ugina, serce, że wyskoczy z klatki piersiowej, a nogi robią się jak z waty. 
Kiedy się obudziłam, nie leżałam sama w łóżku, 
czułam, czułam, że ktoś mnie przytula, czułam jego zapach, ciepłe ręce na mojej tali. Mogłabym się tak budzić co dnia. A ten moment przewijać non stop. Zamknęłam oczy i się przewróciłam na drugi bok.Mocno się wtuliłam, wtedy nasze nogi się poplątały. Poczułam jego ciało, i jego usta na moim policzku. Przytulał mnie coraz mocniej, aż w końcu  zdecydowałam się otworzyć oczy. Nie myliłam się, to był Harry. 
H- Dzień dobry księżniczko, dobrze się spało?
S- Tak, Harry, co my robimy razem w łóżku?
H- A no wiesz...
S- Czy my...?
H- Nie, nie bój się. Trochę wczoraj popiliśmy, odprowadziłem Cię do łóżka gdzie miałaś spać i poszedłem do siebie. Kiedy obudziłem się byłaś już u mnie w łóżku, wtulona.
S- Ah no dobrze, przepraszam Cię za to. Jak jestem piana to robię wszystko bezmyślnie. Um... Harry?
H- Tak?
S- Czy coś Ci mówiłam zanim poszłam spać, albo w trakcie snu...? Wiesz, chcę wiedzieć, czy gadałam głupoty...

H- Haha nie, nic nie mówiłaś. 
S- No więc dobrze, pójdę się przebrać... Nie ma to jak spać w opakowaniu...
*Oczami Harry'ego*
No co miałem jej powiedzieć? Tak, kochanie wyznawaliśmy sobie miłość? Kocham Cię nad życie? Ale nie mogę tego powtórzyć bo nie chcę zjebać naszej przyjaźni?
Dlaczego, życie jest tak bardzo skomplikowane? Jestem zakochany, cholernie zakochany w przyjaciółce. Nie chcę ryzykować, nie chcę,ale muszę, muszę to w końcu kiedyś jej powiedzieć... Długo tak nie pociągnę... Dzisiaj idziemy na obiad. Obiad we dwoje, i później odprowadzę ją do domu. Tak jak zawsze. Będzie miło, bez miłości, tylko przyjaźń. Jestem idiotą, nie wyznam dziewczynie która jest tą jedyną, że ją kocham, bo się boję, ze tego nie odwzajemnia... Pomijając już fakt, że kiedy patrzę w jej oczy, szukam siebie, z nadzieją, ze może gdzieś tam jestem. Głupia  nadzieja, tylko ona jeszcze trzyma mnie. Stoję na nogach, często się potykam i chwieję, ale i tak mówię, ze jest stabilnie. Debil, po prostu debil. 
*Oczami Wiktorii*
Wstałam, i na biegu poszłam do łazienki. Jakby ktoś powiedział, że tam znajdę szczęście. Moje przeczucie mnie nie myliło, tam znalazłam moje i tylko moje szczęście, Niall'a...
Obudziłam się i nie było go obok... Stał przed lustrem i się golił. Pocałowałam więc go w ramię, i zeszłam na dół szykować śniadanie. Na kanapie wciąż spał Zayn i Perrie, a na blacie kuchennym leżała kartka od Louisa, że pojechał zawieść Eleanor do domu. Po dziesięciu minutach zeszła Sara cała w skowronkach, chwilę po niej Niall i Liam. Laura jeszcze spała, a Harry szykował się w łazience. Sara pomogła mi zrobić śniadanie, a Liam z Niall'em przygotowali stół powyciągali talerze, szklanki i poznosili wszystko co przygotowałyśmy. Zanim się obejrzałyśmy  Zayn i Perrie już siedzieli przy stole, a Laura... Zeszła, poszła do stołowego i krzyknęła...
L- Ja pierdole! Jaki tu jest syf! Kurwa! Człowiek nie może iść na boso, bo zaraz w coś wdepnie! 
Nie, to wcale nie było tak, nikt się z tego nie śmiał... Wszyscy myśleli, że sobie żartuje, dopóki nie wparowała do jadalni. 
L- No szkurwa! Ja tam depcze po jakiś śmietankach. A wy zamiast tam chociaż trochę ogarnąć to śniadanie jecie... Brawo!
Li- Tak to jest jak się idzie boso po imprezie.
L- Ty się lepiej nie udzielaj, jestem na Ciebie wściekła!
Z- Dobra, haha, koniec, jesteś zła na niego bo co? Bo Cię całował wczoraj? Chyba jakbyś nie chciała to byś się odsunęła...
L- To ty nie spałeś?
Z- Nie, Perrie tez nie spała. Mamy kilka waszych zdjęć z wczoraj...
L- Boże, jaki wstyd.
N- My tam się bardzo cieszymy, w końcu Liam!
L- Jak to w końcu? Co w końcu?!
H- Niall idioto! 
L- Widać dosyć dużo mnie omija, nawet kiedy jestem na zabawie z wami...  Zaczynam się was bać...
Li- Chyba musimy porozmawiać, jak jesteś gotowa, to odprowadzę Cię do domu...

L- Tak jestem gotowa, ale chyba z golaskiem nie pójdę przez środek miasta...? Chyba wiesz o czym mówię?
Li- Mi ubranie się w całości zajmie krócej niż tobie ubranie butów kochana.
L- Dobrze, więc chodźmy. Chętnie pójdę już do domu.
Ubrali się i wyszli. Ja z Niall'em poszliśmy do sypialni, pomalowałam się i ubrałam.
Niall szedł mnie odprowadzić, ale po drodze wstąpiliśmy do studia, bo blondasek zapomniał słuchawek wczoraj. W połowie drogi zadzwonił do niego Zayn, ze musi szybko przyjść do domu, bez żadnych ale... Pożegnał się ze mną i zapomniałam mu dać słuchawki które trzymałam w reku.  Przez resztę drogi spotkałam Liama, po drugiej stronie drogi, który wracał już do siebie. Założyłam słuchawki Niall'a i szłam dalej...


W tamtym momencie zaczął lać deszcz, dobrze, ze wzięłam z domu chłopaków parasolkę. Moja intulicja mnie nie zawiodła.
*Oczami Sary*
Na obiad z Harrym wyszliśmy godzinę po Wiktorii i Niall'u. 
Ustaliliśmy, ze zjemy na drugim końcu miasta, ponieważ było bardzo słonecznie.  Kidy byliśmy już w restauracji deszcz zaczął strasznie padać. Nie zapowiadało się na przelotny deszcz tylko na porządną  burzę, mieliśmy tego dnia pecha, nawet parasolki nie włożyłam do torebki idąc na noc do chłopców. Z Harrym na obiedzie starałam się zachowywać naturalnie, często się uśmiechałam, a on często się zawieszał... Nie wiem o czym myślał. Nie chciał mi powiedzieć. Od jakiegoś czasu dziwnie się zachowuje. Nie poznaję go, już nie jest taki szalony, ani wybuchowy. Teraz, teraz cały czas zamyślony, cichy... Chyba, ze to ja się zmieniłam. Nie wiem. Czuję się dziwnie.  Kiedy nastąpiła cisza, po patrzyłam mu prosto w oczy, i najzwyklej w świecie się uśmiechnęłam.
 S- Coś nie tak Harry?
H- Nie wszystko w porządku.
S- No chyba nie wiesz panie kolego z kim zadzierasz!
Ładnie to tak kłamać? 
 H- Haha, nie kłamie pani koleżanko. Idziemy już stąd? 
S- Haha no dobrze chodźmy, trochę pada, ale damy radę.
H- No, a jakby inaczej?
Szliśmy przez jakąś godzinę, jako jedyni bez parasolek. Nie sprawiało nam to jakiegoś większego problemu. Świetnie się bawiliśmy tańcząc w deszczu i się śmiejąc.
Kiedy doszliśmy już pod mój dom, deszcz padał jeszcze mocniej. Zaczęłam tańczyć śpiewać i skakać jak szalona. 
No i wyszło, padłam na drogę, lekko się zachwiałam idąc po krawężniku i spadłam. Harry pomógł mi wstać...
Stanęliśmy naprzeciwko siebie, cali mokrzy i brudni od błota.
To był jeden z najgłębszych spojrzeń w oczy, zobaczyłam w nich siebie. I wtedy nastąpił moment o którym marzyłam odkąd znam Harry'ego. Ten magiczny moment. Który zapadł w mojej pamięci. Jeszcze nigdy nie byłam tak szczęśliwa!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz