czwartek, 11 września 2014

Rozdział 6 cz.2

 *Oczami Wiktorii*
Laura siedziała zamurowana, Sara z resztą też.
Nie dziwię się im, powinnam im powiedzieć to już dawno temu, a przynajmniej Sarze, nie wiem jak bym zareagowała na taką informację, jeśli chodziłoby o mnie i Niall'a. 
L- Dobra dziewczyny, wygląda na to, że robił sobie ze mnie żarty.
S- Nie nie robił... Myślisz, że powiedział by takie coś w obecności chłopaków i Wiktorii?
Ja jakoś nie sądzę. 
W- Mam powiedzieć Niall'owi, żeby z nim o tym porozmawiał?
W tamtym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć, w drzwiach stał Liam.
Li- Cześć Wiktoria, jest może Laura?
W- Liam... Chyba musimy porozmawiać...
Wejdź i idź do kuchni.
*W tym samym czasie Sara i Laura pobiegły do jednego z pokoi*
Rozejrzałam się i upewniłam, że jesteśmy sami na dole.
Po chwili zaczęłam go wypytywać...
W- No to proszę, Liam... Mam rozumieć, że zapomniałeś o naszej umowie...
Li- Właśnie. Tak dokładnie, przyszedłem w tej sprawie...
Możesz mi powiedzieć, gdzie jest Laura?
W- Um... Nie wiem, czy będzie chciała z Tobą rozmawiać... 
Li- Dlaczego? Coś się stało?
W- Liam bo zaraz Ci jebnę.
Obrócił się, po prostu się obrócił i pobiegł po schodach do góry, zachowywał się jak desperat, biegał po wszystkich pokojach otwierając  każde drzwi po kolei i wołając jej imię. Kiedy podszedł do ostatnich drzwi, nie wbiegał, zapukał i uroczym głosem, zapytał :
- Wszystko w porządku kochanie?
L- Nie, nic nie jest w porządku! Dlaczego kochanie, co ty sobie w ogóle wyobrażasz! Możesz mi powiedzieć kim dla Ciebie jestem?!
-Powiedziała otwierając drzwi przed Liam'em.


*Oczami Liama*
To było straszne, zapłakane oczy, mokre policzki i usta, które drżały i nie wiedziały czy się uśmiechać, czy wybuchnąć. Dziwnie się czułem, stojąc przed nią, to jest ta pieprzona bezsilność, chciałbym dużo powiedzieć, dużo pokazać, ale nie potrafię. Boję się, że wszystko co się dzieje wokół mnie to jeden wielki żart!


Li- Możemy porozmawiać? Tak sam na sam... Sami, rozumiesz...
L- No dobrze, to może chodźmy do...
S- Wejdźcie do pokoju, już wychodzę, nie będę przeszkadzać...
Li- Dziękuję...
S- Nie masz jeszcze za co.
Weszliśmy do pokoju. Usiedliśmy na łóżku.
L- To o czym chciałeś rozmawiać?
Li- Bo wiesz... Nie przychodzi mi łatwo to powiedzieć. Zbieram się do tego od sześciu miesięcy...
L- No mów dalej, słucham Cię.

Li- Kocham Cię! 
<Brawo Liam w końcu to kurwa powiedziałeś!>
L- ...
Li- To co robiłem dotychczas, każdy gest w twoją stronę, to nie było dla żartu, ani przez przypadek. Zależy mi na Tobie, jak na nikim innym. 
L- Nie wiem co powiedzieć...
Może... Może, to odpowiedni moment. 
Liam... Potrzebuję czasu, muszę to przemyśleć. Czy to w ogóle ma sens?
Proszę Cię, zostaw mnie samą.
Li- Dobrze, ale między nami wszystko w porządku?
L- Tak, tak. W porządku.

*Oczami Sary*
Kiedy z Wiktorią siedziałyśmy na kanapie, po schodach zbiegł Liam, nie wyglądał na zadowolonego. 
Wybiegł jak poparzony, dodając ' cześć wam' przy otwieraniu drzwi.
Szybko pobiegłyśmy do pokoju, w którym siedziała Laura. Była w kącie koło szafy, skulona, zapłakana.
Usiadłyśmy obok niej, mocno się wtulając.
*Trzy dni później*
Umówiłam się z Harry'm i Niall'em na spacer po parku, Wiktoria wtedy była w domu, a Laura pojechała na zakupy.
Czekałam speszona koło ławki. Niall i Harry się spóźniali. Po chwili zadzwoniła do mnie Wiktoria. Powiedziała, żebym przyszła do pobliskiej kawiarenki. Tam czeka na mnie Harry i Niall, a ona zaraz się do nas przyłączy.
Kiedy usiadłam koło nich Hazz zachowywał się nie naturalnie. Nie wiedziałam o co im chodzi. Wszyscy powariowali. Nie potrzebowałam długo, aby się dowiedzieć o co tak na prawdę chodziło.
W ciągu kilku sekund dowiedziałam się, ze Liam majaczy. Nie je, nie pije, nawet nie wychodzi z domu. W tym całym spotkaniu chodziło o to, żeby powiedzieć Laurze, żeby tylko się do niego odezwała, bo właśnie tego On potrzebował. Totalnie nie wiedziałam co robić. 
Kiedy przyszłyśmy do domu była cisza, wchodząc kolejno po schodkach ku  górze było coraz głośniej... Śmiechy, muzyka i dziwne odgłosy, dobiegające z Laury pokoju...
_____________________________
C.D.N 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz